Wyobraź sobie: co miesiąc, razem z rachunkiem za prąd i internet, otrzymujesz obowiązkowe powiadomienie o płatności za... telewizję. I to bez znaczenia, czy ją oglądasz, czy Twój telewizor służy jedynie jako ekran do „Netflixa”, a może go w ogóle nie masz. Taka rzeczywistość to od dawna codzienność milionów Niemców, Brytyjczyków i Polaków. Podczas gdy sąsiednie kraje coraz głośniej dyskutują o tzw. „opłacie abonamentowej”, w Polsce rodzi się naturalne pytanie: czy nasz obecny model jest zrównoważony, czy jednak nieuchronnie zmierzamy ku wprowadzeniu powszechnego podatku?

Publiczny nadawca (LRT) na Litwie jest obecnie finansowany w unikalnym modelu – bezpośrednio z budżetu państwa, przeznaczając część zebranych podatków (dochodowego i akcyzowego). Oznacza to, że wszyscy płacimy za telewizję, nawet o tym nie wiedząc. Jednak w Europie coraz częściej słychać głosy, że taki model nie zapewnia całkowitej niezależności mediów od polityków, a inflacja i rosnące koszty produkcji treści zmuszają do szukania nowych źródeł finansowania.

Niemiecki przykład: płacisz, nawet jeśli nie masz telewizora

Jednym z najbardziej restrykcyjnych przykładów w Europie są Niemcy. Obowiązuje tam tzw. Rundfunkbeitrag. To nie opłata za telewizor, to opłata za „gospodarstwo domowe”. W 2026 roku niemiecka rodzina zapłaci około 18-20 euro miesięcznie tylko za to, że ma możliwość korzystania z treści.

Logika jest prosta: nawet jeśli nie masz telewizora, masz smartfona, komputer czy radio samochodowe, dzięki czemu możesz uzyskać dostęp do treści publicznego nadawcy. Praktycznie nie da się tego uniknąć, a zebrane fundusze (miliardy euro) pozwalają na tworzenie najwyższej jakości dokumentów, seriali i wiadomości, bez żadnych reklam.

W Polsce sytuacja wygląda nieco inaczej, ale jest równie napięta. Istnieje tam opłata abonamentowa za posiadanie odbiorników radiowych i telewizyjnych. Prawdą jest jednak, że Polacy słyną z masowego unikania płacenia tej daniny, dlatego rząd stale szuka sposobów na „nacisk” na niepłacących lub reformę systemu poprzez włączenie opłaty do innych rachunków.

Dlaczego w Polsce powinno się wprowadzić osobną opłatę? (Argumenty ZA)

Zwolennicy twierdzą, że bezpośrednia opłata od mieszkańców (jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii) ma fundamentalne zalety:

Czy w Polsce wprowadzony zostanie nowy

  • Całkowita niezależność. Kiedy środki pochodzą z budżetu państwa, zawsze istnieje ryzyko, że politycy, niezadowoleni z pracy dziennikarzy, będą próbowali „ograniczyć” finansowanie. Bezpośrednia opłata wyeliminowałaby dźwignie władzy do wywierania presji.
  • Przejrzystość. Człowiek dokładnie wiedziałby, ile płaci za treści, i mógłby z większą uwagą ocenić, czy otrzymuje wysokiej jakości usługę. To zwiększa odpowiedzialność nadawcy wobec widza.
  • Więcej pieniędzy na treści. Wysokiej jakości kino, transmisje sportowe (np. olimpiada czy koszykówka) kosztują ogromne pieniądze. Aby to wszystko było bezpłatne i bez reklam, obecny model budżetowy może nie wystarczyć, zwłaszcza gdy społeczeństwo się starzeje, a liczba pracujących (płacących podatki) maleje.

Dlaczego byłby to zły pomysł? (Argumenty PRZECIW)

Krytycy jednak odpowiadają – nowy podatek byłby politycznym samobójstwem i obciążeniem dla mieszkańców.

  • „Nie oglądam telewizji”. To najpopularniejszy argument. Młode pokolenie wychowane na „YouTube”, „Netflixie” i „TikTok” nie rozumie, dlaczego miałoby płacić za telewizję linearną, której nigdy nie włącza. Konieczność płacenia za usługę, z której się nie korzysta, wydaje się niesprawiedliwa.
  • Obciążenie administracyjne. Kto będzie sprawdzał, czy płacisz? Trzeba by stworzyć nowy aparat biurokratyczny, wysyłać rachunki, ścigać dłużników. Obecny model (finansowanie z ogólnych podatków) jest najtańszy w administracji – pieniądze są po prostu przelewane.
  • Niesprawiedliwość społeczna. Stała opłata (np. 10 lub 15 euro miesięcznie) mocno uderzyłaby w emerytów i osoby o niskich dochodach, podczas gdy dla bogatych byłaby to niezauważalna kwota. Obecny system, w którym płacą pracujący i konsumenci (poprzez podatek dochodowy i VAT), jest bardziej sprawiedliwy społecznie.

Czy to czas na zmiany?

Na razie Litwa cieszy się modelem, który wielu ekspertów uważa za jeden z najbardziej zaawansowanych – LRT nie emituje reklam, a finansowanie jest powiązane ze wzrostem gospodarczym. Jednak gdy gospodarka zwalnia, maleje również finansowanie.

Zatem pytanie pozostaje otwarte: czy zgodziłbyś się płacić, na przykład, 120 euro rocznie bezpośrednio w zamian za gwarancję, że publiczny nadawca będzie całkowicie niezależny i zaoferuje jeszcze więcej wysokiej jakości treści? A może obecny „niewidzialny” system podatkowy jest najlepszy, jaki możemy mieć?

Jedno jest pewne – obserwując przykłady sąsiadów, ta dyskusja na Litwie prędzej czy później przeniesie się z kuchni na salę sejmową.

Jaka jest Twoja opinia? Płacisz za telewizję dodatkowo, czy uważasz, że to, co płacisz w ramach podatków, wystarcza?

Co o tym myślisz?

Twoja opinia jest ważna! Napisz komentarz poniżej lub udostępnij artykuł znajomym.