Zastanawiasz się, dlaczego nagle znów dopada nas zmiana czasu, a weekendy zdają się kurczyć? W 2026 roku czeka nas przesunięcie zegarów na czas letni i to z pozoru wcześniej niż zwykle. Zanim zaczniesz planować dodatkową kawę do walki z niewyspaniem, musisz wiedzieć, co się za tym kryje i dlaczego wciąż tkwimy w tym niełatwym dla naszego organizmu rytuale.

Co się kryje za wczesnym przesunięciem zegarów?

Wiele osób zauważa, że tegoroczna zmiana czasu następuje "wcześniej". Faktycznie, w 2026 roku przestawiamy zegary na letni czas w ostatnią niedzielę marca, czyli 29 marca. Oznacza to, że przesypiamy jedną z wiosennych nocy, bo zegary przesuwamy z 2:00 na 3:00. Czy to znaczy, że unijni urzędnicy nagle postanowili skrócić nam weekendy?

Kalendarz, nie kaprys

Pozornie "wcześniejsza" zmiana czasu to nie decyzja, a efekt… kalendarza. Każdy rok układa się inaczej, a ostatnia niedziela marca po prostu w tym roku wypada tak, a nie inaczej. W 2025 roku ta zmiana nastąpi dzień później, a w 2024 roku – dwa dni później niż w 2026. Tak więc, choć odczucie "wcześniej" jest silne, nie ma tu żadnej magicznej sztuczki, tylko matematyka.

Czy zmiana czasu kiedyś zniknie?

Temat rezygnacji ze zmiany czasu w Unii Europejskiej krąży od lat. W 2018 roku pojawiła się nawet propozycja, która rozgrzała debatę publiczną. Niestety, okazało się, że państwa członkowskie nie potrafią dojść do porozumienia w tej sprawie. W efekcie, jeszcze przez jakiś czas będziemy musieli mierzyć się z konsekwencjami tego unijnego impasu.

Dlaczego przesunięcie zegarów w 2026 roku nadejdzie wcześniej? Unijne przepisy i nasz sen. - image 1

Dlatego właśnie w 2026 roku, podobnie jak w poprzednich latach, czeka nas przesunięcie zegarów w ostatnią niedzielę marca. Może się to wydawać uciążliwe, ale na razie nie mamy na to wpływu.

Co tak naprawdę zyskujemy, a co tracimy?

Głównym celem wprowadzenia czasu letniego jest oczywiście lepsze wykorzystanie naturalnego światła dziennego. Chodzi o to, by wieczorem było ciemno później. Brzmi jak przyjemność, prawda? Ale czy jest ona warta tego, co tracimy?

  • Jedna godzina snu mniej w noc zmiany czasu. Dla wielu to już wystarczający powód do narzekania.
  • Chwilowy chaos w organizmie. Przez kilka dni po zmianie czasu możemy czuć się rozbici, mieć problemy z koncentracją i nastrojem. To jak jet lag w wersji mini.
  • Dłuższe, jaśniejsze wieczory. To niewątpliwy plus, który pozwala dłużej cieszyć się aktywnością na zewnątrz, czy po prostu mieć więcej czasu dla siebie po pracy.

Nasza praktyczna rada: jak przetrwać zmianę czasu?

Zamiast narzekać, warto przygotować się na nadchodzące zmiany, zwłaszcza jeśli w {country} szczególnie odczuwamy jej skutki. Oto kilka prostych trików:

  • Na kilka dni przed zmianą czasu zacznij kłaść się spać i wstawać około 15-30 minut wcześniej.
  • Postaraj się jak najwięcej czasu spędzać na świeżym powietrzu w ciągu dnia, szczególnie przy naturalnym świetle.
  • Unikaj ciężkich posiłków i dużej ilości kofeiny wieczorem.
  • W dniach po zmianie czasu słuchaj swojego ciała. Jeśli czujesz zmęczenie, daj sobie czas na odpoczynek.

Zmiana czasu to dla wielu z nas uciążliwość, ale póki co musimy się z nią liczyć. Czy uważasz, że powinniśmy odejść od tego zwyczaju w Unii Europejskiej, czy może jednak jasne wieczory są warte poświęcenia godziny snu?