Gdy uwaga świata skupiona jest na gorących punktach geopolitycznych, prawdziwy dramat rozgrywa się tam, gdzie zazwyczaj panuje spokój i zimno. Stolica Grenlandii, Nuuk, doświadcza niepokojącego zjawiska: mieszkańcy, reagując na coraz bardziej napiętą atmosferę polityczną i amerykańskie ambicje, masowo wykupują produkty, przygotowując się na najgorszy scenariusz. Właściciele sklepów rozkładają ręce – artykuły pierwszej potrzeby znikają w mgnieniu oka, a gniew mieszkańców skierowany jest na jedną osobę.

Codzienność mieszkańców Grenlandii została wstrząśnięta nie przez żywioł, ale przez polityczną niestabilność. Jak donosi CNN i Reuters, właściciele sklepów w stolicy wyspy odnotowują w ostatnich dniach bezprecedensowy napływ klientów. Ludzie kupują już nie tylko codzienne artykuły spożywcze – ich koszyki wypełniają się produktami przeznaczonymi do ekstremalnych warunków i przetrwania. W lokalnej społeczności panuje strach przed możliwymi działaniami militarnymi i niepewnością, którą podsycają odnowione doniesienia o amerykańskim wpływie w regionie.

Zestawy przetrwania - nowa "waluta" wyspy

Według handlowców sytuacja przypomina przygotowania do oblężenia. Z półek znikają przenośne kuchenki, które pozwoliłyby na przygotowanie posiłków w przypadku braku prądu lub gazu. Masowo kupowana jest także żywność o długim terminie przydatności i liofilizowane (suszone mrozem) produkty – wszystko, co może długo stać w spiżarni i pomóc przetrwać w warunkach izolacji.

Ten boom zakupowy nie jest przypadkowy. To bezpośrednia reakcja na poczucie, że ich wyspa staje się zakładnikiem geopolitycznych gier. Jak pisze portal "Unian", mieszkańcy wyspy czują realne zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa i autonomii, dlatego próbują stworzyć sobie przynajmniej minimalne poczucie bezpieczeństwa, gromadząc zapasy.

Grenlandia w panice. Mieszkańcy szturmują sklepy i wysyłają ostrą wiadomość do Trumpa - oto dlaczego - image 1

Mieszkańcy wściekli: "Zachowuje się jak rozpieszczone dziecko"

Na ulicach stolicy Grenlandii nastroje są dalekie od spokoju. Ludzie otwarcie wyrażają swoje oburzenie wobec zamiarów Stanów Zjednoczonych przejęcia kontroli nad wyspą. Na celowniku wielu znalazł się amerykański prezydent Donald Trump, którego retoryka i działania dla mieszkańców wydają się nie tylko nieakceptowalne, ale i niebezpieczne.

„Myślę, że prezydent Trump oszalał. To, co się dzieje, jest szaleństwem. Szczerze mam nadzieję, że w Stanach Zjednoczonych wkrótce znajdzie się więcej racjonalnie myślących ludzi, którzy odważą się mu powiedzieć: 'Nie, nie, nie, to nie zadziała, tak nie można'” – emocjonalnie skomentował sytuację dla agencji Reuters lokalny prokurator Lars Pedersen. Jego słowa odzwierciedlają powszechną opinię, że o losach wyspy decyduje się bez zgody samych mieszkańców.

Opór rośnie: będziemy walczyć do końca

Podobnego zdania jest starsze pokolenie, które doskonale pamięta historyczne konteksty. Emeryt Jens Kjeldsen nie owija w bawełnę i wprost mówi, że zachowanie lidera USA przypomina mu nieodpowiedzialnego człowieka. „On naprawdę jest szalony albo dawno stracił zmysły” – mówi mężczyzna.

Kjeldsen podkreśla, że Grenlandczycy nie są narodem, którego można łatwo zastraszyć lub przekupić. „Zachowuje się jak stary, rozpieszczony dzieciak, który myśli, że może dostać wszystko, czego zapragnie. Myśli, że może nas zastraszyć, ale myli się. Nie boimy się. Będziemy walczyć do końca i nigdy się nie poddamy. I bardzo się cieszymy, że w tej walce nie jesteśmy sami – mamy dobrych sojuszników” – stanowczo dodał emeryt, wysyłając jasny komunikat do Waszyngtonu.

Co o tym sądzisz? Twoja opinia jest ważna! Napisz komentarz poniżej lub podziel się artykułem z przyjaciółmi.