Właściciele nowoczesnych samochodów często nie zastanawiają się dwa razy, zanim podłączą do gniazda USB w swoim aucie cokolwiek – od ładowarki do telefonu, po pendrive'a z muzyką. W końcu to wygodne i wydaje się, że tak samo bezpieczne jak korzystanie z gniazdka w domu. Niestety, eksperci od technologii biją na alarm: istnieje pewne urządzenie, które wygląda niewinnie, ale w mgnieniu oka może "spalić" całą elektronikę Twojego pojazdu. Dlatego następnym razem, gdy będziesz chciał coś podłączyć, zatrzymaj się na sekundę.

Prawie każdy nowy samochód wyposażony jest dziś w porty USB, niezbędne do działania systemów takich jak Android Auto czy Apple CarPlay, albo po prostu do naładowania smartfona w trasie. Większość kierowców traktuje te gniazda jako uniwersalne i w pełni bezpieczne. Niestety, rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Według doniesień technologicznych portali, na rynku krąży jeden konkretny typ urządzenia USB, którego absolutnie nie powinno się podłączać do Twojego pojazdu. Ignorancja w tej kwestii może kosztować Cię fortunę.

Czym jest "USB Killer" i dlaczego jest tak niebezpieczny?

Mowa o urządzeniu, które w świecie technologii zyskało ponurą sławę jako "USB Killer" (pol. "zabójca USB"). Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od standardowego, taniego pendrive'a, którego możesz znaleźć w swojej szufladzie. Jednak jego wnętrze skrywa nie układy pamięci, lecz agresywny mechanizm elektryczny. To sprytny sposób na wykorzystanie wrażliwości portów USB.

Zasada działania tego urządzenia jest prosta i destrukcyjna: po podłączeniu do portu USB, zaczyna ono błyskawicznie gromadzić energię elektryczną z samego gniazda. Gdy osiągnie krytyczny poziom, urządzenie wysyła potężny impuls prądu o wysokim napięciu z powrotem do portu. Cykl ten powtarza się, aż do całkowitego uszkodzenia elektroniki. Dla samochodów jest to szczególnie groźne, ponieważ porty USB często są bezpośrednio połączone z wrażliwym systemem multimedialnym, komputerem pokładowym czy innymi modułami sterowania.

Eksperyment, który pokazał makabryczny skutek

To nie są tylko teoretyczne ostrzeżenia. W głośnym eksperymencie jeden z popularnych technologicznych blogerów postanowił praktycznie sprawdzić moc "zabójcy USB" w działaniu, wykorzystując do tego samochód. Wynik był szybki i bezlitosny: po podłączeniu urządzenia, system multimedialny pojazdu natychmiast się zresetował, a sam port USB został nieodwracalnie uszkodzony. Nawet po odłączeniu niebezpiecznego gadżetu, szkody były już poczynione – podłączony smartfon przez to gniazdo przestał się ładować, a kontroler systemu został "usmażony".

Uważaj, co podłączasz: Ten niepozorny gadżet z USB może zniszczyć elektronikę Twojego auta za tysiące euro - image 1

W realnej sytuacji naprawa takiego uszkodzenia może oznaczać konieczność wymiany całego systemu multimedialnego, co w przypadku nowoczesnych samochodów kosztuje tysiące euro. To inwestycja, której nikt nie chciałby ponosić z powodu jednego, nieostrożnego podłączenia.

Jak odróżnić "zabójcę" od zwykłego pendrive'a?

Największym problemem jest to, że wizualnie odróżnienie tego niebezpiecznego urządzenia od zwykłego sprzętu USB jest praktycznie niemożliwe. Często wyglądają identycznie jak tanie "pendrive'y". Co gorsza, wiele tanich, dostępnych na rynku samochodowych jonizatorów powietrza na USB, swoim kształtem i budową może przypominać "zabójców USB", a nawet być modyfikowane przez osoby o złych zamiarach. Kluczowa różnica tkwi wewnątrz urządzenia.

Prosty użytkownik zazwyczaj zdaje sobie sprawę, z czym ma do czynienia, dopiero gdy poczuje zapach spalonej elektroniki lub zobaczy gasnący ekran. Dlatego też, nawet jeśli urządzenie wygląda niepozornie i obiecuje dodatkowe funkcje, lepiej zachować ostrożność. Szczególnie w Polsce, gdzie wiele osób sięga po najtańsze dostępne rozwiązania.

Jedyna i żelazna zasada ekspertów

Eksperci podają jedną, rygorystyczną rekomendację: w samochodzie używajcie wyłącznie sprawdzonych, markowych kabli i nośników danych. Nigdy nie podłączajcie znalezionych, podarowanych urządzeń USB o nieznanym pochodzeniu, ani tanich, podejrzanie wyglądających akcesoriów, nawet jeśli przypominają zwykły pendrive. Ciekawość w tym przypadku może kosztować "mózg" Twojego samochodu.

Co sądzicie o tym zagrożeniu? Czy spotkaliście się z podobnymi sytuacjami? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach poniżej lub udostępnijcie ten artykuł znajomym i rodzinie, aby ich ostrzec!