Gdy za oknem mrozi, a w domu wreszcie grzeją kaloryfery czy piec, najmniej chcemy myśleć o problemach technicznych. Marzymy tylko o tym, by wygodnie usiąść na kanapie z kubkiem herbaty. Ale właśnie teraz, gdy sezon grzewczy nabiera tempa, to kluczowy moment, by podnieść wzrok i obserwować, jak dym unosi się z komina. Jeśli zauważysz, że drewno pali się ospale, a płomień stracił blask, może to być poważny sygnał. I nie, tym razem garść obierków z ziemniaków nie wystarczy.

Ostatnie mroźne dni w Polsce nareszcie zmusiły piece do pracy na pełnych obrotach. To najlepszy test dla Twojego systemu grzewczego. Jeśli ogień w piecu wydaje się "zmęczony", a dym unosi się niechętnie, najprawdopodobniej Twój komin jest nieco "przerośnięty" sadzą. Dobra wiadomość jest taka, że aby rozwiązać ten problem, nie musisz ryzykować życia, balansując na zaśnieżonym dachu, ani wzywać drogich służb – efektywne narzędzie możesz wykonać samodzielnie z tego, co masz w spiżarni.

Pierwsze sygnały alarmowe: kiedy komin zaczyna "dusić się"

Pierwsze oznaki, że Twój przewód kominowy potrzebuje pomocy, zazwyczaj zauważasz podczas rozpalania ognia. Jeśli po otwarciu drzwiczek do pomieszczenia wyleci kula dymu lub sam płomień jest nie jasnożółty, a ciemnopomarańczowy, oznacza to, że ciąg nie jest taki, jaki powinien być. W czystym, zadbanym kominie ogień powinien "tańczyć", a dym unosić się lekko i bez żadnego oporu do góry.

Innym ważnym wskaźnikiem jest zapach. Jeśli nawet po szczelnym zamknięciu drzwiczek pieca w pomieszczeniu unosi się specyficzny zapach spalenizny lub dymu, to znak, że w przewodzie kominowym niewidocznie gromadzi się sadza. Jest to szczególnie częsty problem, jeśli w tym sezonie przyszło Wam palić drewnem, które nie zdążyło całkowicie wyschnąć. W takich przypadkach zwlekanie i liczenie na to, że "samo się wypali", jest niebezpieczne. Lepiej podjąć działania natychmiast, by później cieszyć się ciepłem bez bólu głowy.

Dlaczego ludowe metody z solą już nie działają

Wielu z nas wciąż wierzy w mądrość przodków, że garść soli czy wiadro obierków z ziemniaków wrzucone na żar magicznie wyczyszczą komin. Prawda jest taka, że skrobia może faktycznie sprawić, że sadza stanie się nieco bardziej krucha, ale nie usuwa jej fizycznie. Te metody oceniam jedynie jako lekką profilaktykę, którą można stosować raz w tygodniu, by komin tak szybko się nie zarastał, ale to nie jest lekarstwo na chorobę.

W środku zimy, gdy ścianki komina są już pokryte grubą warstwą osadów, samo palenie obierkami nie wystarczy – to jak próba wyczyszczenia brudnych butów dmuchając na nie powietrze. To samo dotyczy soli: lekko zmienia proces spalania, ale nie usunie poważnego zatoru. Czyszczenie mechaniczne nadal pozostaje jedynym pewnym sposobem, by zapewnić, że piec znów będzie lekko "oddychał".

Genialne rozwiązanie "zrób to sam" z plastikowych butelek

Jeśli w domu nie masz profesjonalnego sprzętu kominiarskiego, nie szkodzi – efektywną szczotkę możesz wykonać samemu w kilka minut. Potrzebujesz tylko kawałka starego, ale mocnego węża ogrodowego i dwóch pustych plastikowych butelek (najlepiej z twardszego plastiku). Proces jest prosty: odetnij dna butelek, a boki potnij na pionowe, wąskie paski, aby uzyskać coś w rodzaju ostrej miotły na boki.

Zapomnij o obierkach ziemniaków i wspinaniu się na dach. Genialny sposób na czyszczenie komina z dwoma plastikowymi butelkami - image 1

Te przygotowane butelki naciągnij na koniec węża (jedną na drugą, by było więcej włosia) i, co najważniejsze, mocno przykręć śrubami. Pod żadnym pozorem nie używaj taśmy klejącej ani kleju – w cieple komina lub od tarcia może się odkleić i zostaniesz ze szczotką uwięzioną w kominie. Ta domowa konstrukcja jest wystarczająco sztywna, by zeskrobać zgromadzoną sadzę, ale jednocześnie wystarczająco elastyczna, by łatwo przejść przez zakręty komina. To tanie, szybkie i, moim zdaniem, zaskakująco skuteczne rozwiązanie.

Bezpieczeństwo przede wszystkim: czyszczenie bez wychodzenia z domu

Największą zaletą tej metody zimą jest to, że nie musisz wspinać się na dach. Komin najwygodniej i najbezpieczniej czyścić od dołu, przez specjalny właz rewizyjny lub bezpośrednio przez sam piec. Włóż przygotowanego węża z butelkami do włazu i powoli przesuwaj go do góry. Jest to znacznie bezpieczniejsze niż próba balansowania na oblodzonych dachówkach w zacinającym wietrze.

Ponieważ wąż ogrodowy jest elastyczny, łatwo pokonuje zakręty, które zazwyczaj trudno wyczyścić tradycyjnym obciążnikiem spuszczanym z góry. Kilkakrotnie energia ruszał wężem w górę i w dół. Wkrótce usłyszysz przyjemny dźwięk – opadającą sadzę. Cały proces zajmuje zaledwie około piętnastu minut, a Ty przez cały czas pozostajesz w ciepłym pomieszczeniu na podłodze.

Co zrobić z "lepka" sadzą?

Zdarzają się sytuacje, gdy drewno było wilgotne i w kominie utworzyła się nie sucha sadza, a smoła – lepkie, żywiczne osady. Trudno je usunąć nawet najlepszą szczotką. W takich przypadkach zalecam najpierw użyć specjalnych proszków do czyszczenia (katalizatora), które po prostu dodaje się do drewna podczas spalania.

Te środki chemiczne działają na strukturę sadzy – wysuszają smoły, które przyległy do ścianek. Po kilku dniach takiego palenia osady stają się kruche i zaczynają same odpadać. Wtedy wystarczy wziąć naszego domowego szczotkę z butelek i wszystko łatwo wymieść przez właz. Jest to metoda "kombinowana", pozwalająca na łatwe wyczyszczenie nawet bardzo zaniedbanego komina bez wielkiego wysiłku fizycznego.

Czysty komin – pełniejszy portfel

Regularne czyszczenie oznacza nie tylko bezpieczeństwo (zmniejsza się ryzyko pożaru komina), ale także realne oszczędności. Gdy komin jest czysty, ciąg jest optymalny, dzięki czemu drewno spala się całkowicie i efektywnie oddaje ciepło. Pomieszczenia nagrzewają się szybciej, a zużycie drewna zauważalnie spada, ponieważ ciepło nie ulatuje "kominem do góry" wraz z dymem.

Dbanie o komin samodzielnie nie jest skomplikowaną nauką. Najważniejsza zasada to nie zaniedbywać go i przynajmniej raz w miesiącu sprawdzić sytuację. Wtedy nawet najsilniejsze styczniowe mrozy nie będą straszne. Oczywiście, nie zwalnia to z obowiązku raz w roku zaprosić certyfikowanego specjalistę do dokładnej inspekcji, ale do codziennej pielęgnacji ta metoda z butelkami jest prawdziwym wybawieniem.

Co o tym myślisz? Twoja opinia jest ważna! Napisz komentarz poniżej lub udostępnij artykuł znajomym.