Masz już dość zimowego stresu związanego z zasięgiem Twojego auta elektrycznego? Czy zastanawiasz się, które modele naprawdę radzą sobie w ekstremalnych mrozach, a które zawodzą jeszcze przed pierwszą śnieżynką? Właśnie rozstrzygnięto gigantyczny test w ekstremalnych warunkach, który odpowiedział na te pytania raz na zawsze. Sprawdź, czy Twój wymarzony elektryk poradzi sobie z prawdziwą zimą – wyniki mogą Cię zaskoczyć.

Bitwa gigantów na mrozie: 67 aut elektrycznych pod lupą

Gdy temperatury spadają poniżej -20°C, a drogi pokrywa lód, zaczyna się prawdziwy egzamin dla każdego samochodu. W przypadku aut elektrycznych ten egzamin bywa wyjątkowo trudny. Właśnie dlatego w sercu surowych mongolskich stepów rozwiązano pewien palący problem – zorganizowano masowy eksperyment, który na długo zapisze się w annałach motoryzacji.

Chińscy dziennikarze zaprosili do udziału aż 67 różnych modeli samochodów elektrycznych. Celem było sprawdzenie, które z nich są prawdziwymi zimowymi wojownikami, a które po prostu ulegają mroźnej temperaturze. Testowano wszystko – od małych aut miejskich po luksusowe maszyny pokroju "Zeekr 001" czy nawet hybrydowego "Mercedesa Klasy G".

Dlaczego mróz jest tak nemilosierny dla elektryków?

Zanim przejdziemy do wyników, warto zrozumieć, dlaczego niska temperatura jest tak dużym wyzwaniem dla aut elektrycznych. Każdy samochód, niezależnie od napędu, gorzej radzi sobie w ekstremalnych warunkach. Elektryki są jednak szczególnie wrażliwe.

  • Spowolnienie reakcji chemicznych w baterii sprawia, że ta nie może oddać pełnej mocy i wolniej się ładuje.
  • Znaczna część energii zimą pochłaniana jest przez system ogrzewania kabiny.
  • Skomplikowana elektronika może zacząć działać kapryśnie w niskich temperaturach.

Ten test był kluczowy, bo zamiast laboratoryjnych danych, otrzymaliśmy obraz sytuacji z życia wzięty.

Jak testowano auta i co było mierzone?

Zespół stojący za tym ogromnym przedsięwzięciem oceniał samochody pod kątem siedmiu kluczowych kryteriów. Najważniejsze były te związane bezpośrednio z baterią:

Kluczowe kryteria testu:

  • Realny zasięg w niskich temperaturach (od -10°C do -25°C).
  • Prędkość ładowania w ekstremalnym mrozie.
  • Zużycie energii podczas jazdy i ładowania.
  • Efektywność ogrzewania wnętrza.
  • Dynamika przyspieszenia.
  • Zachowanie na śniegu.
  • Działanie automatycznego systemu hamowania awaryjnego.

Chodziło nie tylko o to, czy auto pojedzie, ale czy będzie można z niego komfortowo korzystać zimą.

Zasięg w mrozie: kto spadł najniżej, a kto utrzymał pozycję?

To parametr, który spędza sen z powiek wielu kierowcom. Nikt nie chce, by auto, które latem przejeżdża 400 km, zimą stawało się zabawką na 150 km.

„Absolutnym zwycięzcą” pod względem utrzymania zasięgu okazał się model "Xpeng P7". Przy temperaturze -25°C udało mu się zachować aż 53,9% deklarowanego zasięgu. To rewelacyjny wynik!

Wśród modeli dostępnych na polskim rynku, doskonale poradził sobie "Zeekr 001" (49,6% zasięgu) oraz "Tesla Model 3" (48%). Także auta BYD "Seal 06" i "Han L" pokazały solidne rezultaty.

Nie wszyscy jednak wyszli z tego testu obronną ręką. "Tesla Model Y Long Range" wypadł znacznie słabiej, utrzymując zaledwie 31,9% zasięgu. Taka różnica jest odczuwalna w codziennym użytkowaniu.

Zimowy maraton aut elektrycznych: czy jeden z nich naprawdę przetrwał -25°C? - image 1

Ładowanie zimą: czy to już męka?

Nawet jeśli auto ma przyzwoity zasięg, problemem może stać się powolne ładowanie w mrozie. Kategoria ta była priorytetowa.

Najlepszy okazał się "Changan Avatr 06", który naładował baterię od 30% do 80% w zaledwie 15 minut. To świetny wynik nawet w cieplejszych warunkach!

Wśród naszych europejskich marek, "Zeekr 9X" potrzebował 18 minut. Jego brat, "Zeekr 001", ładował się zdecydowanie dłużej – 27 minut.

Auta BYD zanotowały średnie wyniki, a trzy modele Tesli znalazły się w grupie najwolniejszych – od 35 do 36 minut na to samo ładowanie. Nawet luksusowy hybrydowy "Mercedes Klasy G" nie błysnął, notując jedynie przeciętne czasy.

Ogrzewanie kabiny: prawdziwy pożeracz energii

Ważne jest nie tylko to, czy dojedziemy daleko, ale i to, czy nie zamarzniemy. Testujący sprawdzili, ile energii każde auto zużywa na ogrzewanie.

Wyniki były zaskakujące. W pierwszej dziesiątce znalazł się tylko jeden chiński model – wspomniany już "Xpeng P7", który zużył tylko 15% energii baterii na ogrzewanie. Pozostałe miejsca zajęły samochody zachodnie.

Bardzo dobrze wypadły "Tesla Model Y Long Range", "Hyundai Ioniq 5", "Kia EV6", "Volkswagen ID.4 Pro" oraz kilka modeli Audi, Polestar i Ford. Większość z nich korzysta z efektywnych pomp ciepła, które pozwalają na ogrzewanie kabiny przy mniejszym zużyciu energii.

Czy można ufać tym wynikom? Krytyka metodyki

Mimo imponującej skali, test wywołał też sporo dyskusji i krytyki. Niektóre metody badawcze budzą wątpliwości.

  • Zasięg porównywany z normą: użyto chińskiej metodologii CLTC, która jest często krytykowana za nadmierny optymizm. Wyniki rzeczywiste nawet latem często odbiegają od deklarowanych.
  • Porównanie ładowania i zużycia energii: testowano auta o różnej wielkości i masie, ale wyniki porównywano w wartościach bezwzględnych. Większe i cięższe pojazdy naturalnie zużywają więcej energii.
  • Pominięte aspekty: test nie uwzględnił komfortu wnętrza, rzeczywistego działania elektroniki w ekstremalnych warunkach, ochrony nadwozia przed zamarzaniem czy innych praktycznych detali ważnych zimą.

Co to oznacza dla Ciebie w praktyce?

Pomimo niedociągnięć metodologicznych, ten test pokazał jedno: samochody elektryczne ciągle się rozwijają. Nowsze modele radzą sobie z mrozem znacznie lepiej niż ich poprzednicy.

Jednak nadal należy pamiętać, że żaden samochód elektryczny nie jest idealny w ekstremalnych warunkach. Nawet te najlepsze tracą znaczną część swoich możliwości zimą.

Test z Chin przypomina, że technologia elektryczna dojrzewa, ale zima wciąż stanowi dla niej poważne wyzwanie. Najważniejsze dla Ciebie jako kierowcy to nie ślepo wierzyć obietnicom, ale wybierać samochód w oparciu o faktycznie sprawdzone w praktyce dane.

Co myślisz o wynikach? Czy Twój samochód elektryczny poradziłby sobie w takich warunkach? Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej!